x
Serwis używa ciasteczek (cookies) – plików zapisywanych na dysku, w celu zapamiętywania informacji o korzystaniu z serwisu przez użytkownika (więcej).
Użytkownik zawsze może skonfigurować cookies w ustawieniach swojej przeglądarki internetowej.

Aktualności

Aktualności

14-02-2006
SUSANNA TAMARO PIERWSZY RAZ W POLSCE

Pod koniec paźdzernika 2005 roku przebywała w Polsce słynna włoska pisarka Susanna Tamaro.


Jarosław Mikołajewski przeprowadził wywiad z Susanną Tamaro, który ukazał się w Gazecie Wyborczej 10 lutego 2006 roku.


 


Jarosław Mikołajewski: Dlaczego tak ba­nalnie zatytułowała Pani książkę?
Susanna Tamaro: Banalnie i sentymen­talnie. Sentymentalizm bywa, i w tym przypadku jest, prowokacją. We Wło­szech stów takich jak „serce” czy „mi­łość” w ogóle się nie używa w tytułach, więc postanowiłam to zrobić. Może dla­tego, że jestem tak mało włoska.
 
Co to znaczy, „jestem mało włoska”?
- Wychowałam się w Trieście, więc bliżej mi do Budapesztu niż do Rzymu. Ko­cham Włochy, ale nie do końca czuję się włoską pisarką. Pisarze włoscy uwielbia­ją styl, urodę zdania, konstrukcję. Pisa­rze triesteńscy redukują go do przekazy­wania treści. Są bardziej skłonni do pe­netrowania psychiki niż delektowania się życiem zewnętrznym. I wchodzą w sed­no problemu bez omówień, bez ozdób.
 
Czyli tytuł jest tu przesłaniem?
- Właśnie tak - wbrew modnym dziś kamuflażom. Jeśli słowo ma być adek­watne do treści, to musi się tak dziać bez względu na to, czy brzmi ono sentymen­talnie, czy szorstko. Jeśli treścią książki jest „głos serca”, czyli własna droga ży­ciowa, to słowo „serce” w tytule jest jak najbardziej na miejscu.
 
Co znaczy „iść za głosem serca"?
- Poznać siebie do końca, stawiając czoło własnej prawdzie, nawet najbardziej brutalnym czy delikatnym tajemnicom swojego życia. Narratorka - starsza pani, która pod koniec życia spisuje coś w ro­dzaju pamiętnika - stawia czoło własnej przeszłości, żeby uwolnić swoją wnuczkę, adresatkę tych wspomnień, od kłamstwa. Żeby zachęcić ją do odważnego spojrzenia na samą siebie. Bo jej samej brak ta­kiej odwagi, a także możliwości, by ją wy­kazać, bardzo wiele odebrał.
 
Jakie radości prócz milionów sprze­danych egzemplarzy spotkały Panią w związku z tą powieścią?
- To, że czytają mnie ludzie w wielu językach, w różnych zakątkach świata i że niezależnie od różnic kulturowych, odkrywają wspólnotę problemów i prze­słania. Inna radość to listy i spotkania z czytelnikami, którzy mówią, że ta książka im pomogła. Pomogła zrozu­mieć, a nawet żyć. I jeszcze jedno - uz­nanie kilku generacji naraz, matek i có­rek. A także osób starszych. „Skąd pani tak dobrze zna starych ludzi?” - pytała mnie w liście pewna 80-latka.
 
Krytycy Pani nie kochają. Dlaczego?
- Spotkałam się z ich strony z brakiem kultury, a także ze zwykłą ignorancją. Krytycy myślą, że jak ktoś ma dużo czytelników, to znaczy, że schlebia ich gustom, idzie na łatwiznę i nie odczuwa artystycznych ambicji. To głupota. Nie porównuję się z Tołstojem, ale przecież „Wojna i pokój” nie sprzedała się w stu czy w tysiącu egzemplarzy, prawda? Po­za tym jest w ich postawie dziwna za­wiść. Jak gdyby ktoś, kto napisał powieść, która sprzedała się w setkach tysięcy czy milionie egzemplarzy, był oszustem, a przynajmniej cwaniakiem, który doro­bił się kosztem innych. Przecież dla mnie samej sukces tej książki był zaskocze­niem. Nie wiedziałam, jak się będzie sprzedawać. Moje zdziwienie było - i jest - tym większe, że nie jest to powieść, która niesie pociechę. Opowiada wręcz o pewnym upadku, o życiu zrujnowanym.
 
Fakt, że jest Pani krewną jednego z największych pisarzy XX wieku, nie okazał się stosowną rekomendacją?
- Żadną. Italo Svevo, z którym jestem spokrewniona, nawet mi przeszkodził. Bo mnie zablokował. Odsuwałam od siebie myśl, że mogłabym pisać, bo nie chcia­łam, żeby ktoś pomyślał, że chcę się pod­czepić pod jego sławę. Potem, kiedy wy­syłałam do wydawnictw pierwsze próby, a redaktorzy nawet nie odpowiadali, moja ciocia pisała do nich za moimi pleca­mi: „Zwróćcie na nią uwagę - zważcie. że miała po kim odziedziczyć talent pi­sarski”. Ale nie robiło to i nie robi wrażenia na nikim. I dobrze, ja to ja.


19-11-2010
„PORÓD W WODZIE”
Proponujemy także „Poród w wodzie”, pierwszą o tej tematyce książkę wydaną w Polsce, autorstwa niestrudzonej propagatorki naturalnego rodzenia Janet Balaskas. Od 19 listopada 2010 roku wysyłka zakupionej w naszym sklepie internetowym książki Janet Balaskas „Poród w wodzie” jest na koszt wydawcy.
 
28-10-2009
ODRODZONE NARODZINY – przesyłka GRATIS!
Od 26 października 2009 roku wysyłka zakupionej w naszym sklepie internetowym książki Michela Odenta "Odrodzone narodziny" jest na koszt wydawcy.
 
4-01-2007
PRZEDŁUŻENIE PROMOCJI – koszty przesyłki GRATIS

Do końca marca 2007 roku przy zamówieniu w naszej księgarni internetowej koszty przesyłki GRATIS.
Przy zamówieniu od 50zł – dodatkowo RABAT w wysokości 5% i wysyłka priorytetowa (48 godzin w dniach roboczych Poczty Polskiej)

 

 
Opracowanie – Prekursor